Oto co wyszło z naszego pierwszego razu. Cieszcie się i czytajcie z tego wszyscy, a będzie Wam dane więcej.
(Gwoli wyjaśnienia - pierwsza linijka Adama, druga moja, kolejna Adama itd...)
Adam: Pewnego dnia,
Tomek: w jednej z zatęchłych, starych dzielnic miasta
pewien równie przyjemny jegomość
przechadzał się jedną z jego ulubionych, bocznych ulic.
Nie była to tak naprawdę jego ulubioną ulicą, ponieważ on nic nie lubił
to raczej kwestia przyzwyczajenia kazała mu ten fragment dzielnicy odwiedzać tak często
Mieściła się tutaj, jakby to pospólstwo powiedziało, urokliwa kamienica.
Z zewnątrz była zadbana, promieniowała żółcią elewacji oraz kolorami tęczy kwiatów dookoła,
a w środku działy się nieprzeznaczone dla zwykłych gapiów historie.
Jednak, trzeba zacząć od tego, że na pierwszy rzut oka, niedostrzegalnym był brak tak przydatnej rzeczy w każdym domu, jak drzwi,
a mimo to żaden intruz nawet nie śmiał zakraść się do środka.
Co powodowało taki stan rzeczy? Może dziwna aura budynku, może zbyt idealny jego wygląd?
Tego na pewno nie powiedzą nam trupy byłych służących tego domu zwisające z rynien.
Były widoczne tylko z jednej strony tej ulicy.
Strony wyeksponowanej dla nieprzeciętnych ludzi należących do rasy wybranej.
Wróćmy do naszego jegomościa, do zwykłego mieszkańca miasta - szary człowiek, jakich wielu,
no może z wyjątkiem szalonych eksperymentów, których się dopuszcza.
W miasteczku owiewa go mgła niepokoju innych mieszkańców.
Chodzą pogłosy o złośliwym nowotworze ważnych narządów Pana prezydenta wszelkich światów.
Nikt jednak nie był pewien na co chorował. Był jedną wielką tajemnicą dla każdego.
Pewne było jednak to, że nie wolno było mu przeszkadzać. Podczas pobytu w kamienicy był niewidzialny dla wszechobecnego i równego dla wszystkich prawa.
Owy budynek krył nie tylko jego, ale całą, dość wyjątkową gawiedź..To tylko mała część, pierwszy nasz wspólny twór. Spodziewajcie się kolejnych kawałków Niezależnego Opowiadania! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz